Po zabójstwie Joli Brzeskiej – wspomnienie przyjaciółki

Dziś mija druga rocznica śmierci Joli. Przez pierwszy rok niemal każdej nocy chwilę po zaśnięciu budził mnie obraz płomieni, zza których prześwitywała twarz Joli. Jej przerażone oczy i nieme usta otworzone do krzyku. Zrywałam się z łóżka, boso biegałam po lodowatej podłodze, paliłam papierosa za papierosem. W tej wizji Jola stała wśród ognia, a przecież leżała twarzą do ziemi, tak jak ją cisnęli na stertę patyków. Wiedziałam, że to tylko wytwór mojej wyobraźni. Kładłam się więc do łóżka, chwilę czytałam, gasiłam światło i kiedy już zasypiałam, znowu wyrzucały mnie spod kołdry płomienie.

Od stycznia ubiegłego roku, od Jej pogrzebu, ogień już mnie nie prześladuje. Jakby zniknął wraz z jej spopielonymi szczątkami pod ziemią w Antoninowie. Na ten pogrzeb czekaliśmy prawie rok. Jola, częściowo zwęglona, w lodówce Zakładu Medycyny Sądowej, z przyczepioną do nogi karteczką NN. A przecież już w pierwszym tygodniu po śmierci została zidentyfikowana. Jakby nie dość, że spalili, to jeszcze celowo usiłowali obedrzeć z osobowości i godności.

Pożegnaliśmy ją z szacunkiem. Młodzi ludzie, dla których stała się bohaterką, ikoną walki o prawa człowieka, tłumnie stawili się na marszu milczenia, potem na mszy na Chełmskiej, a na cmentarzu wysłali do nieba mnóstwo lampionów. Wydawało mi się, że jakiś etap tego horroru został zamknięty. A to było tylko przejście na level 2.

Jeszcze nie zdążyły zwiędnąć wieńce na grobie Joli, jak w półśnie znowu zobaczyłam Jej twarz. Już nie było ognia. Siedziała jak zawsze wyprostowana, z głową lekko cofniętą do tyłu i z takim wyrazem twarzy, jakiego nigdy u Niej nie widziałam. Wiele razy obserwowałam Ją na salach sądowych i zawsze z zazdrością patrzyłam na dumną postawę. Czasem pochwyciłam Jej wzrok, kiedy niechcący spoglądała na naszych przeciwników procesowych. Zwykle tego unikała. Wolała ich traktować jak powietrze. Morowe. A jeśli patrzyła, to śmiało, trochę z góry i tylko ci, którzy Ją bardzo dobrze znali, mogli dostrzec w tym wzroku pogardę. Była kobietą kulturalną i głęboko skrywała tak niskie uczucia.

Od roku wyrywa mnie z półsnu to spojrzenie zza progresywnych okularów, a po plecach chodzą mi ciarki. Długo nie mogłam zrozumieć, co w nim jest. Pogarda? Nie. To raczej obrzydzenie. Do oprawców? Do tego cyrku dochodzeniowego? Biegam po lodowatej podłodze, palę papierosa za papierosem i zastanawiam się, co u mnie mogłoby wywołać podobne zniesmaczenie. Chyba tylko jakieś robactwo obłe wijące się w gównie. W mojej wizji widzę popiersie Joli, ramiona i głowę. Plastikowe kajdanki na rękach są już poza kadrem, ale wiem, że jest unieruchomiona. Próbuje odsunąć się od tych glist, których ja nie widzę. I szlag mnie trafia. Czy się jakoś broniła? Próbowała kopnąć w te bezużyteczne jaja? Strzelić z główki i zmiażdżyć nos? Co mówiła, jak Ją dotykali? Jak śmieli!!!

Trzy dni temu ujawniono wyniki ekspertyzy Instytutu Sehna. Nie popełniła samobójstwa, co mokotowska prokuratura wespół z policją usiłowały nam wcisnąć przez pierwsze pół roku zacierania śladów morderstwa. Kolejny etap za nami, Jolu. Przechodzę na level 3.

Ewa Andruszkiewicz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s